DOWNLOAD https://stream-flick.com/16613.html?utm_source=form_run
.
Columnist: Fandom Trash https://twitter.com/KL74657139
Bio: I'm a person living off of yaoi and anime in their room. I'm also a gay mess. Have a wonderful day
- year: 2019
- info: Follows one day in the life of Jane (Julia Garner), a recent college graduate and aspiring film producer, who has recently landed her dream job as a junior assistant to a powerful entertainment mogul. Her day is much like any other assistant's - making coffee, changing the paper in the copy machine, ordering lunch, arranging travel, taking phone messages, onboarding a new hire. But as Jane follows her daily routine, she, and we, grow increasingly aware of the abuse that insidiously colors every aspect of her work day, an accumulation of degradations against which Jane decides to take a stand, only to discover the true depth of the system into which she has entered
- cast: Julia Garner
- Writed by: Kitty Green
- genre: Drama
The assistant free stream voyage package.
The vampire& 39;s assistant free stream.
Milena Rachid Chehab: Polska będzie gościem honorowym na Targach Książki w Londynie. Jaka jest ich rola? Antonia Lloyd-Jones: To, obok frankfurckich, najważniejsza impreza dla branży. W przeciwieństwie do tych w Warszawie czy Krakowie, głównie dla czytelników, tu spotykają się wydawcy i agenci, którzy handlują prawami do książek i przekładów. Ale bilet może kupić każdy. Równolegle odbywa się London Book and Screen Week – a literatura kraju, który jest gościem honorowym, ma wtedy pierwszeństwo w spotkaniach autorskich w mieście, nie tylko w wielkiej hali Olympii. Jak to wszystko daje się upchnąć w trzy dni? Trzy dni trwają same targi, ale program gościa honorowego trwa rok – do listopada British Council wspólnie z Instytutem Polskim w Londynie oraz Instytutem Książki przygotowuje cały cykl wydarzeń. Będą staże dla pisarzy z Polski, a w Polsce dla brytyjskich. W październiku na Festiwalu Conrada w Krakowie gościło sześć osób – wydawcy, księgarze i organizatorzy festiwali literackich z Wysp. Wspólnie z IK stworzyliśmy dla nich program wprowadzający we współczesną literaturę polską. Wielu wydawców chce mieć w ciągu tego roku tłumaczenie polskiej książki – od razu zgłosiło się do mnie kilku. Wydawanie książek to biznes, a nie działalność charytatywna, więc trzeba zrozumieć, jak to wszystko działa. Jak? W Wielkiej Brytanii wydaje się sześć razy więcej książek niż w Polsce, w USA – 10 razy więcej. Ale z tego zaledwie 3-5 proc. to są tłumaczenia, głównie z francuskiego, niemieckiego, włoskiego i hiszpańskiego. Z byłych krajów zza żelaznej kurtyny (oprócz Rosji) Polska jest na pierwszym miejscu i zainteresowanie jej literaturą rośnie, ale to cały czas nie są duże liczby, w dobrym roku jakieś 10 pozycji. Sytuacja się polepsza, w dużej mierze dzięki pracy Instytutu Książki w ciągu ostatnich 15 lat. Książka musi być atrakcyjna dla konkretnego wydawcy na tyle, by w nią zainwestować jeszcze przed jej przeczytaniem. Bo tłumaczenie kosztuje – stawka standardowa w Anglii to 90 funtów za tysiąc słów, w Stanach – gdzie też tłumaczę – jest podobnie. Jak zainteresować wydawcę? Nie ma sensu przesyłać książki z dołączonym listem typu: „Całe życie na to czekaliście”. Bo zapewniam, że nie czekali. Wydawca to człowiek, który na biurku ma takie stosy książek, że nawet gdyby miał trzy życia, nie starczyłoby mu czasu. Dlatego najlepiej przygotować odpowiednie dossier. Wybitny tłumacz z rosyjskiego Michael Glenny, który pomagał mi zainteresować wydawców pierwszą książką, którą tłumaczyłam, czyli „Weiserem Dawidkiem” Pawła Huelle, nauczył mnie, jak napisać raport wydawniczy: streszczenie, ocena, informacje o autorze i fragmenty przekładu. W przygotowaniu próbek tłumaczeń polskiej literatury pomaga skierowany do tłumaczy program Sample Translations, zainicjowany kilka lat temu przez IK – dofinansowuje on tłumaczenie do 20 stron. Jak duża jest rola tłumacza w promocji obcej literatury? W przypadku polskiej kluczowa. Zwykle zajmuje się tym agent, ale akurat w Polsce brakuje agencji literackich. Kilka wydawnictw ( GW Foksal, Znak i Czarne – to ostatnie we współpracy z agencją Polish Rights) ma dział praw, w którym pracują specjaliści. To oni przedstawiają ofertę na targach, przygotowują katalogi dla obcych wydawców. IK również dwa razy do roku, z okazji targów frankfurckich oraz londyńskich, przygotowuje katalog „Nowe książki z Polski”. Prowadzi też kompetentną stronę internetową z recenzjami i fragmentami książek po angielsku. Ale we własnym kraju tłumacz staje się ważnym orędownikiem książki u wydawców miejscowych. Gdy znajdę książkę, w której się zakochuję, muszę mieć przekonanie, że ma ona potencjalny rynek. Trzeba badać, kto co wydaje, poznawać preferencje wydawców. Np. Jill Schoolman z Archipelago Books z Nowego Jorku, która wydaje wspaniałą literaturę współczesną z całego świata, a z polskiej Wiesława Myśliwskiego i Magdalenę Tulli, szczególną uwagę zwraca na poetyckość stylu. Zdaje się przy tym na gust tłumacza Billa Johnstona, bo wie, że znajdzie takie książki, które ją zachwycą. Czasami dobijanie się do anglojęzycznego wydawcy trwa kilka lat, trzeba próbować po kilkanaście razy. Tak było z „Gottlandem” Mariusza Szczygła. Ta książka ukazała się w kilkunastu językach, ale z angielskim był problem. Wydawcy odpowiadali: dlaczego mamy czytać to, co Polak mówi o Czechach? Jeśli już głos kogoś z zewnątrz, dlaczego nie autora od nas? Dopiero dzięki staraniom Billa Martina, tłumacza, który wtedy pracował w Instytucie Kultury Polskiej w Nowym Jorku, książka trafiła w końcu na redaktorkę, która się na niej poznała. Gdy „Gottland” już wyszedł, miał entuzjastyczne recenzje, w „New York Timesie”, i został wybrany przez Juliana Barnesa jako jego książka roku w brytyjskim dzienniku „The Guardian”. Co z polskiej literatury ma szansę na rynku anglojęzycznym? Czasem zgłaszają się do mnie polscy autorzy popularnych komercyjnych książek – trudno mi wytłumaczyć im, że nie mają szansy na brytyjskim rynku. A nie mają, bo wydawca od razu pyta, po co płacić za tłumaczenie, skoro u siebie ma w bród takich książek. Dlaczego sama tak lubię czytać angielskie przekłady obcych autorów? Bo właściwie zawsze są bardzo wysokiej jakości – zdały bardzo trudny egzamin, o którym mówimy: ktoś je wybrał spośród tysięcy innych, ktoś – tłumacz, agent – w nią uwierzył na tyle, że zadał sobie trud promowania ich, a ktoś inny postanowił w nią zainwestować, zamówić przekład i wydać. Brytyjczycy i Amerykanie, choć statystycznie najczęściej sięgają po literaturę łatwą, często jakoś związaną z tym, co widzieli w telewizji czy w kinie, czytają dużo naprawdę różnych rzeczy. Po obu stronach oceanu wciąż popularny jest Ryszard Kapuściński, dobrze się sprzedają książki Jacka Hugo-Badera, Wojciecha Jagielskiego, Anny Bikont, Magdaleny Tulli, Wiesława Myśliwskiego i Olgi Tokarczuk (w tym roku ukaże się przekład „Biegunów”). Absolutnie najpopularniejsze teraz są „Mapy” Aleksandry i Daniela Mizielińskich, można tu je znaleźć w dziale dziecięcym w każdej księgarni, zaraz szykuje się nowe wydanie z dodatkowymi mapami – to największy sukces Polski za granicą. Popularny jest Zygmunt Miłoszewski, który miał dobrą promocję – dzięki obecności Polski jako gościa honorowego w 2016 r. na Book Expo America. Miał świetne spotkanie w Chicago, wraz z trzema pisarkami amerykańskimi. Ale zaczęło się od wydawnictwa brytyjskiego, które publikuje tylko kryminały zagranicznych autorów i miało pomysł, żeby czytelnik, który na lotnisku kupuje przewodnik po kraju, do którego jedzie, miał też do rozważenia kryminał, który się tam rozgrywa – tak, by mógł podróżować po mieście śladami miejsc z książki. Dali mi stos zgromadzonych podczas targów książek, z których według mnie „Uwikłanie” było sto razy lepsze niż reszta. Ale wszystko trwało dość długo, bo wydawca czekał na przekład niemiecki, chciał przeczytać to w całości. A wtedy już chcieli od razu drugą część przygód Szackiego. Po premierze filmu „Ziarno prawdy” Miłoszewski szybko znalazł agenta w Stanach, a ten sprzedał „Gniew”. Co, oprócz „Biegunów”, jest planowane na najbliższy rok? „Pan Tadeusz” w tłumaczeniu Billa Johnstona, „Miedzianka. Historia znikania” Filipa Springera i „Farby wodne” Lidii Ostałowskiej, obie w tłumaczeniu Seana Bye, „Guguły” Wioletty Grzegorzewskiej (u nas znanej jako Wioletta Greg) w tłumaczeniu Elizy Marciniak, „Tańczące niedźwiedzie” Witolda Szabłowskiego, „Dom z witrażem” Żanny Słoniowskiej oraz zbiór wierszy Tadeusza Dąbrowskiego w moim przekładzie, „Niedokończone życie Phoebe Hicks” Agnieszki Taborskiej w tłumaczeniu Ursuly Phillips, „Klementyna lubi kolor czerwony” Katarzyny Boglar w tłumaczeniu Zosi Krasodomskiej-Jones. Wiem, że jest tego więcej, ale nie znam dat premier. Ja pracuję nad tłumaczeniem „Lali” Jacka Dehnela. Poleciła mi ją Beata Stasińska, wtedy szefowa W. A. B. W ramach Sample Translations IK dofinansował przekład fragmentu w 2007 r., w międzyczasie znalazłam wydawcę dla „Saturna”, ale „Lala” dalej była bezdomna. Dopiero na targach londyńskich przed rokiem, ze względu na status Polski jako gościa honorowego w 2017 r., wydawnictwo Oneworld Publications szukało dobrej polskiej książki. Ewa Wojciechowska z IK poleciła „Lalę”, a ja to poparłam. Przeczytali książkę w tłumaczeniu niemieckim Renate Schmidgall. A w czerwcu szefowa wydawnictwa została zaproszona do Polski na seminarium dla wydawców i IK. Poznała Dehnela osobiście, polubili się. Wydawcy lubią, gdy pisarz mówi po angielsku, łatwiej wtedy zorganizować promocję. To o tyle duży sukces, że książki z Oneworld Publications ostatnio dwa razy z rzędu wygrały Man Booker Prize, najbardziej prestiżową w świecie anglojęzycznym. Instytut Książki uważa, że wielu polskich autorów było dotychczas niedocenianych i teraz chce, by dostali szansę na międzynarodową karierę. Najpierw ktoś musi dowieść, że te książki mają potencjalnych czytelników i że jest na nie rynek. Jeśli ktoś w nie wierzy, powinien przetłumaczyć po kilkadziesiąt stron i zacząć pukać do drzwi kolejnych wydawców. Drogi na skróty tu nie ma. Siła programu Copyright Poland, który od lat prowadzi IK, i który dofinansowuje tłumaczenia na języki obce, polega na tym, że o wsparcie aplikują tu sami zagraniczni wydawcy, którzy już kupili prawa do polskiej książki. Nikt nie mówił im, czym mają się zainteresować. Moim zdaniem nowa reguła, wedle której w tym programie mogą brać udział polscy wydawcy, jest błędem, skoro nie znają specyfiki obcej dystrybucji czy promocji. Polski podatnik może na tym stracić. Ostatnio Instytuty Polskie organizują spotkania z autorami biografii Lecha Kaczyńskiego. Takie spotkanie odbyło się w Wiedniu, w Londynie zorganizowała je ambasada. Myśli pani, że może to przygotować grunt pod tłumaczenie tej książki na angielski? Brytyjczycy lubią biografie, ale ludzi, których znają. Czy Polacy rzuciliby się na biografie o naszych bohaterach albo politykach, takich jak Robert Falcon Scott, marszałek Montgomery czy Roy Jenkins? Myślę, że miałaby szansę tu zaistnieć, powiedzmy, gen. Augusta „Nila” Fieldorfa, może Ryszarda Kuklińskiego albo Jerzego Popiełuszki, bo ich historie są nie tylko ciekawe, ale naprawdę sensacyjne. Ale Brytyjczycy chyba i tak woleliby je poznać w kinie. Z drugiej strony jest już przełożone np. „Tajne państwo” Jana Karskiego, sama przetłumaczyłam „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego, przy czym autor na tyle miał świadomość zagranicznego rynku, że na potrzeby tłumaczeń okroił książkę o jedną piątą, wyrzucając z niej wątki ciekawe tylko dla polskiego czytelnika. Przełożyłam też „W ogrodzie pamięci” Joanny Olczak-Ronikier. To ważna i świetnie napisana książka, która dobrze wyjaśnia stosunki między inteligencją polską i żydowską od czasów przed pierwszą wojną światową do końca drugiej. Ostatnio wydawnictwo New York Review Books wydało na nowo „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego w tłumaczeniu Madeline Levine, ja w tej samej serii przełożyłam dla nich „Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego. Ale choć pewien sukces odniosła książka Witolda Szabłowskiego o Turcji, to myślę, że będzie mi trudno przekonać anglojęzycznych wydawców do jego „Sprawiedliwych zdrajców”. Poza Polską mało kto słyszał cokolwiek o Wołyniu. W ogóle trudniej jest sprzedawać książki o tragediach. Często widzę ten mechanizm: ludzie czytają rzecz np. o Zagładzie, przyznają, że robi na nich wrażenie, ale przy następnej mówią: „Już znam ten problem, nie chcę już o tym czytać”. To prawda, że dieta czytelnicza musi być urozmaicona. Czasem jednak do jakiegoś tematu autor potrafi podejść wyjątkowo oryginalnie. Taka wydała mi się książka „1945. Wojna i pokój” Magdaleny Grzebałkowskiej. Zgadzam się. Ale to jest ten przypadek, gdy słyszę: „Mamy już coś na ten temat”. Akurat podobną książkę napisała Szwedka Elisabeth Åsbrink („1947: When Now Begins”) i już ktoś to kupił... W USA wyszła książka Wojciecha Jagielskiego o Ugandzie „Nocni wędrowcy”. Zaproponowałam ją angielskiemu redaktorowi, o którym wiem, że lubi takie literackie reportaże, ale odparł, że właśnie rok temu wydali książkę o Ugandzie. Jej autor, Matthew Green, zresztą napisał recenzję z Jagielskiego. „To jest najlepsza książka o Ugandzie” – przyznał, choć mówił o konkurencji. Co Polska mogłaby zrobić, żeby nasze książki cieszyły się większym zainteresowaniem za granicą? Instytut Książki powinien działać tak jak do tej pory. Dobrze byłoby bardziej inwestować w utalentowanych tłumaczy. Trzeba ich sobie wychować – i to nie tylko dobrych warsztatowo, ale też rozumiejących praktyczną stronę tego biznesu. Nigdy nie będzie wielu tłumaczy literatury pięknej z polskiego, bo to zajęcie tylko dla urodzonych lingwistów, więc nie ma sensu stawiać na masowość, np. przez naukę polskiego w szkołach brytyjskich. Za to na uniwersytetach – tak, na tym poziomie warto inwestować. Takich ludzi jak Stanley Bill, który w Cambridge właśnie rozkręca studia polskie, a przy okazji tłumaczy jeszcze Jacka Dukaja i w ogóle jest wielkim orędownikiem Polski, warto wspierać. Bo on nie tylko uczy studentów polskiego. Co roku organizuje dla nich konkurs tłumaczeniowy – należę do jury i jestem pod wrażeniem. Jeśli polskim władzom zależy na przyszłości waszej literatury za granicą, powinny inwestować w szkolenie studentów tam i na innych uniwersytetach zajmujących się studiami polskimi. Świetne wyniki ma też program dla tłumaczy organizowany przez Writers’ Centre Norwich. W jego ramach IP w Londynie corocznie dofinansowuje opiekę merytoryczną dla zdolnego tłumacza. Młodych tłumaczy wspierałam od lat, ale dzięki takiemu oficjalnemu programowi mam możliwość robienia tego bardziej systemowo: sugeruję, jak wybrnąć z kłopotów translatorskich i mocno im pomagam w sprawach praktycznych: dzielę się kontaktami, uczę przygotować atrakcyjne materiały dla wydawców itd. Podobny program dla tłumaczy z polskiego istnieje w Stanach, prowadzi go American Literary Translators Association, a dofinansowuje Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku. Już zaczęła się druga edycja, mentorem tego programu jest Bill Johnston. A jak to się stało, że pani sama zaczęła tłumaczyć polską literaturę? Jestem prawie totalnym samoukiem, czasem żartuję, że wpadłam do stawu, a jak mnie wyłowili, ni stąd, ni zowąd mówiłam w tym dziwnym języku. Na początku lat 80. studiowałam rusycystykę w Oksfordzie, nie było tam osobnego kierunku polonistycznego. Jako studentka pod koniec stanu wojennego przyjechałam także do Polski. Odwiedzałam wtedy we Wrocławiu znajomych, których dwa lata wcześniej poznałam w Berlinie, gdzie pojechali pracować. Ich ojciec pochodził z Kresów, w czasie wojny działał w AK i oni dużo tłumaczyli mi, co się właśnie dzieje w Polsce, co to wszystko znaczy, dlaczego sami trafili na krótko do więzienia za to, że walczyli z milicjantami na ulicy. Ja wtedy nie umiałam po polsku ani słowa, w Polsce było ponuro, ale czułam się szczęściarą, bo właśnie mnie olśniło, że to jest to, czego szukam. Chwilę wcześniej skończyłam studia i wtedy poczułam, że choć oni wszyscy z tej Polski najchętniej by się wynieśli, ja mam tu jakąś misję, że brak wolności słowa jest czymś tak strasznym, że ja też powinnam się jakoś włączyć do walki z komuną, tym bardziej, że mieszkając na Zachodzie, byłam jakoś tam uprzywilejowana. Po powrocie do Anglii próbowałam zostać na uniwersytecie, żeby zająć się polskim i mnie przyjęto, ale nie dostałam stypendium, więc musiałam znaleźć pracę. Wzięłam kilka lekcji polskiego, ale dalej uczyłam się już sama. Kupiłam wszystkie książki przetłumaczone z polskiego na angielski, jakie tylko mogłam znaleźć i porównywałam z polskim tekstem. Pierwszą książką, jaką przeczytałam po polsku, był „Popiół i diament” Andrzejewskiego. Oczywiście niezbyt dużo rozumiałam z tej swoistej powojennej wojny domowej i tego, kim naprawdę byli komuniści. A po wszystkim nie byłam pewna, czy w Polsce można mówić do kogoś per „wy”, więc podczas następnego pobytu w Polsce mówiłam trochę dziwacznie i, jak się okazało, niepoprawnie politycznie. W latach 80. dostałam w Londynie pracę u Leopolda Łabędzia, polskiego politologa, który w czasie wojny walczył w armii Andersa, a po wojnie angażował się we wspieranie pisarzy zza żelaznej kurtyny. Był też redaktorem politologicznego pisma „Survey” poświęconego krajom komunistycznym. Pracowałam tam jako asystentka, ale potem dostałam do przetłumaczenia kilka tekstów. Tam poznałam też Jana Chodakowskiego, który w wydawnictwie Puls wydawał polskie książki przemycane z Warszawy. Z nim pojechałam w 1988 r. na festiwal kultury polskiej w Glasgow. Pracowałam już wtedy jako redaktor pisma „Brytania” wydawanego przez rząd, by popularyzować kulturę brytyjską w Polsce. Donald Pirie z uniwersytetu w Glasgow zaprosił wtedy kilku Polaków, Antoniego Liberę, Bronisława Maja i Pawła Huelle. Z Chodakowskim mieliśmy wtedy pomysł, by wydawać wartościową literaturę z Europy Wschodniej, chcieliśmy zacząć od „Weisera Dawidka”. Michael Glenny, słynny tłumacz literatury rosyjskiej, pomógł mi przygotować tłumaczenia fragmentów. Bloomsbury Publishing, dziś znane przede wszystkim z odkrycia J. K. Rowling, zaproponowało mi wtedy przetłumaczenie całości, ale się bałam. „Spróbuj, cholera, zacznij być bardziej pewna siebie” – zachęcali koledzy. No i w końcu to zrobiłam. W przeciwieństwie do większości tłumaczy, którzy zwykle mają etaty na uczelniach, ja jestem wolnym strzelcem. Ponieważ w latach 90. pracowałam w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, udało mi się kupić mieszkanie i dziś mogę spokojnie pracować jako tłumaczka, zarabiając ćwierć tego, co wtedy. I od prawie 16 lat mogę folgować swojej fascynacji polską literaturą. źródło:.
You can't make a Tomlette without breaking a few Greggs.
Both cole and Kj are rocking Five feet apart I still believe ❤️.
The Assistant Free stream.nbcolympics.
The assistant free stream reddit.
The Assistant Free streaming sur internet.
Woke, the movie.
Came for Ben Affleck, stayed for Shiva Kamini Somakandarkram.
The Assistant Free stream new.
Dajjal 😂.
The Assistant Free.
I hope Ben Affleck is overcoming his demons in a healthy way, this film almost seems like him opening up about his struggle with alcoholism.
The dog looks like the CyberTruck.
The vampire's assistant free stream.
The Assistant Free streaming.
Really enjoyed the book. not 100% sold on this movie though.
The Assistant Free stream online
This CGI crap is really getting out of hand. -‸ლ.
I may be an anomaly here, but I'm excited for this. This actually looks closer to the real Mulan story.
The Assistant Free streams.
I am so sorry, this looks like it's going to be a good movie and all. But I literally all I heard was hiccup from how to Train your dragon XD. (I know, It's his voice actor.
The Assistant Free stream of consciousness.
The Assistant Free stream new albums.
The Assistant Free stream.
Tekst pochodzi ze strony Polska 3. Politycy, ministrowie, dziennikarze… Piotr Nisztor – grający na wiele frontów kapuś, sprzedawczyk i marionetka. Publikuję prawdę, która zatrzęsie ich światem. Piotra Nisztora, młodego wtedy adepta dziennikarstwa, poznałem na przełomie 2012 i 2013 roku w Hotelu Sejmowym. Często bywał w otoczeniu Jana Burego, z którym wiązał nadzieję na dużą współpracę. Przypominał wtedy chłopca na posyłki, mającego jednak ambicje na dużo więcej. Jan Bury w tym okresie był wzorem człowieka wszechmogącego. To dzięki niemu PSL zmienił spolegliwego lidera Waldemara Pawlaka na Janusza Piechocińskiego. To Jan Bury uratował koalicję PO-PSL, gdy nie była już ona prawie w stanie rządzić. Także dzięki niemu do PSL przyszli politycy, którzy opuścili szeregi Janusza Palikota. Piotr Nisztor dostarcza Janowi Buremu poważnie obciążające materiały i nagrania, które kompromitują zarówno dziennikarzy, jak i polityków. To właśnie Piotr Nisztor wyposaża Władysława Serafina (szef Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych) w urządzenie do nagrywania. W efekcie nagrań, do dymisji podał się ówczesny Minister Rolnictwa, Marek Sawicki. Piotr Nisztor w tym okresie przynosi Buremu nagrania Waldemara Pawlaka, Rafała Baniaka, Radosława Sikorskiego, a także dokumenty i emaile od Jana Pińskiego – dziennikarza, który przygotował w tym czasie obszerny materiał na temat czarnych biznesów Jana Burego i powiązanych z nim spółek. Zebrany materiał jest na tyle mocny, że Piotr Nisztor rośnie w oczach otoczenia Burego i chwali go również sam wicepremier Janusz Piechociński. Dziennikarz za lojalność otrzymuje 80 000 zł, które wręcza mu przyjaciel Jana Burego. Nisztor prosi Jana Burego, aby ten pomógł mu w oczyszczeniu z zarzutów jego ojca Zdzisława Nisztora, za którym ciągną się sprawy związane z Rafinerią Jasło, w której od listopada 2006 roku był prezesem. Doniesienie do prokuratury wniósł wtedy były rzecznik prasowy Rafinerii Jasło, Marcin Zachowicz. Zdzisław Nisztor oddał grupie przestępczej, która obracała paliwami – za bezcen (! ) jak się później okazało, linie technologiczne warte kilkadziesiąt milionów złotych, należące do SSP Lotosu Jasło. Zdzisław Nisztor oskarżony był również o wyprowadzenie kilkudziesięciu milionów z Lotosu Jasło, kiedy przeprowadzał restrukturyzację spółki. Wtedy też nastąpiły grupowe zwolnienia pracowników i przejęcia nieruchomości przez zorganizowaną grupę przestępczą z Trójmiasta. Wszechwładny Jan Bury, dzięki swoim układom oczyścił z zarzutów Zdzisława Nisztora, a wszystkie jego sprawy zostały w tajemniczy sposób umorzone i zamiecione pod dywan. Piotr Nisztor nie spoczywa na tym sukcesie. Proponuje Janowi Buremu założenie tygodnika podobnego do Agory, gdzie do redagowania zaprosi topowych polskich dziennikarzy. I tak we wrześniu 2013 roku powstaje magazyn „7 Dni Plus Tygodnia”, którego Nisztor zostaje redaktorem naczelnym. Choć magazyn jest totalną klapą, dziennikarz zostaje na jego czele (aż do stycznia 2014 r. ). Głównym fundatorem pomysłu Piotra Nisztora jest przyjaciel Jana Burego, Andrzej Wilamowski, który wykłada na ten cel ponad 1 400 000 zł. Wszyscy są zaskoczeni i zdziwieni postawą Piotra Nisztora, że wciąż utrzymuje współpracę z Janem Burym, który zaczyna mieć w tym czasie poważne kłopoty. Już na przełomie 2012 i 2013 roku całe podkarpackie środowisko Burego jest na celowniku CBA. W tym okresie funkcjonariusze CBA prowadzą pierwsze przeszukania. 22 kwietnia 2013 roku zostaje zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA przyjaciel Jana Burego, marszałek Województwa Podkarpackiego, Mirosław Karapyta. W Lublinie marszałek otrzymuje pierwsze zarzuty za przyjmowanie łapówek i żądania prezentów. Pojawia się również kontekst gwałtów. Na początku maja w ekskluzywnej restauracji Osteria, w Warszawie, Andrzej Wilamowski organizuje spotkanie, w którym uczestniczą prokuratorzy Marek Staszak, Józef Piechota, Zbigniew Niezgoda i Jan Bury (jest to restauracja, którą często odwiedza Wilamowski). Andrzej Wilamowski nie wie, że właśnie w tej restauracji rozlokowane są podsłuchy i że całe nagranie z tego spotkania Nisztor przekaże Mariuszowi Kamińskiemu. Był to dowód na to, iż sędzia Marek Staszak przekazywał Janowi Buremu wyniki toczącego się śledztwa w sprawie Karapyty. PIOTR NISZTOR – ABW I „UCHO MOSKWY” Jan Bury organizuje Piotrowi Nisztorowi w Hotelu Sejmowym spotkanie z Mirosławem G., wysokim funkcjonariuszem ABW. Dziennikarz, poznaje wtedy mecenasa z Krakowa, który jest desygnowany przez Włodzimierza Kosiniaka-Kamysza na szefa ABW, a także Pawła Jandę (przyjaciela Jana Burego z Podkarpacia), którego Jan Bury osobiście desygnował na stanowisko w Trybunale Stanu. Za czasów, kiedy ministrem sprawiedliwości był Jarosław Gowin, Paweł Janda otrzymał propozycję objęcia z ramienia PSL tekę wiceministra sprawiedliwości. Piotr Nisztor jest w tym okresie wpatrzony w Jana Burego i podziwia to, w jaki sposób potrafi on dbać o interesy swoich przyjaciół, jednocześnie zarządzając partią. Często go naśladuje. Po dostarczeniu przez Nisztora kolejnych „haków” i kompromitujących nagrań Janowi Buremu, na których znajdują się: politycy, funkcjonariusze służb oraz oficerowie Wojska Polskiego, Jan Bury z przyjaciółmi postanawia rozwiązać kolejny ważny problem związany z materiałami przynoszonymi przez Nisztora. – Ponieważ często materiały dostarczane przez dziennikarza są słabej jakości (tak jak nagrana przez Nisztora rozmowa z Giertychem i Pińskim, 18 sierpnia 2011 roku, czy tydzień później – podsekretarza stanu w MG Rafała Baniaka z Marcinem F. ), Jan Bury proponuje Piotrowi Nisztorowi zupełnie inną współpracę. Zapoznaje Nisztora ze swoim bliskim przyjacielem z Podkarpacia, z którym ma spółkę produkującą elektronikę do ekskluzywnych niemieckich samochodów. Spółka ta jest zarządzana w tym okresie przez księgowego Jana Burego, który zarządzał wieloma jego przedsięwzięciami. Piotr Nisztor dostanie sprzęt, który nie będzie potrzebował tak wielkich ingerencji w poprawienie jakości nagrania jak dotychczas. Zasady są klarowne – za każde informacje Piotr Nisztor będzie otrzymywać sowite wynagrodzenie, plus comiesięczną pensję. Po podpisaniu dokumentów, „dziennikarz” Piotr Nisztor zostaje zwerbowany przez ABW, a jego oficerem operacyjnym zostaje Mirosław G. Wcześniej między innymi podobne urządzenia były wykorzystywane w restauracji Andrzeja Kisielińskiego – „Lemongrass”, która działała od 2005 do 2011 r. W tym miejscu należy dodać, iż Andrzej Kisieliński od 2000 do 2005 roku był dyrektorem finansowym polskiego oddziału rosyjskiego koncernu Łukoil. Restauracja Lemongrass była komórką nadzorowaną przez rosyjski wywiad wojskowy. Przez rezydentów kontrwywiadowczych rosyjskiego wywiadu zostanie nazwana „Uchem Moskwy”. W 2011 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zlokalizuje podsłuchy w ścianach restauracji, po czym lokal zostanie zamknięty. Piotr Nisztor wraz z Bogusławem P. zaufanym człowiekiem Jana Burego wyjeżdża rządową limuzyną na parę dni do fabryki „na Podkarpacie”. Zostaje tam przeszkolony w zakresie obsługi i eksploatacji urządzeń podsłuchowych. To właśnie w tej fabryce powstają profesjonalne urządzenia podsłuchowe, które są wykorzystywane do podsłuchiwania najważniejszych osób w państwie. Dziennikarz został przeszkolony również przez Mirosława G. (ABW), aby udzielić pełnych wskazówek co do bezpieczeństwa całej akcji pod kryptonimem „Halo Jackie”” Nisztor ma również zagwarantowany „bezpiecznik” na wypadek, gdyby sprawa wyszła na jaw. Już z założenia kozłem ofiarnym ma zostać kelner współpracujący z Markiem Falentą – Łukasz N., który był wspólnym mianownikiem dla restauracji w których funkcjonowały podsłuchy (był on informatorem ABW, który „dorabiał na boku”) PIOTR NISZTOR I MAREK FALENTA Piotr Nisztor często spotyka się z biznesmenem Markiem Falentą, którego poznał dzięki Andrzejowi Kleszczewskiemu. Kleszczewski to biznesmen, któremu dziennikarz zawdzięcza sporo. Tak naprawdę pierwsze poważne pieniądze zarabiał dzięki Kleszczewskiemu, który wykorzystywał dziennikarza śledczego (jak zaczął siebie nazywać Piotr Nisztor) do zwalczania swojej konkurencji. Dobrze też za to płacił młodemu spolegliwemu dziennikarzowi. Andrzej Kleszczewski finansował też wykwintne przyjęcia urodzinowe Nisztora. W zasadzie robili to na przemian wraz z Mariuszem Gazdą – szefem SKOK Wołomin, który też wspierał finansowo Nisztora. Marek Falenta, biznesmen, który w owym czasie zasypia i budzi się z myślą o zniszczeniu „T3S” (Tusk, Sienkiewicz, Sikorski, Seremet), nie kryje, że zrobi wszystko, aby zniszczyć obecną władzę. Opłaca „policjantów i ludzi pracujących w służbach”, którzy dostarczają mu pewnych informacji, z których korzysta też Piotr Nisztor. Po powrocie z Podkarpacia, Nisztor oferuje Markowi Falencie zakup profesjonalnych urządzeń podsłuchowych, odpornych na system ACS3. Ma ze sobą jeden profesjonalny zestaw, który w opakowaniu wygląda jak zabawka Jamesa Bonda. Falenta płaci 300 000 zł za 67 zestawów w trzech ratach. Oczywiście Piotr Nisztor dostaje powyższy sprzęt z Podkarpacia za darmo. Wilamowski przekazuje 120 000 złotych Nisztorowi, aby ten zapłacił menadżerom i kelnerom restauracji, w których będą oni „pilnować” sprzętu. W zasadzie za te usługi zapłaci Marek Falenta. Jak widać, Nisztor w tej sytuacji znalazł się wspaniale, ponieważ w ciągu krótkiego okresu czasu dostał w gotówce prawie 500 000 zł. Piotr Nisztor bryluje na salonach. Bardziej przypomina prezesa spółki skarbu państwa niż dziennikarza. Nisztorem zainteresował się w tym czasie Główny Inspektor Informacji Finansowej, który przyglądał się wysokim przelewom, jakie na swe konto inkasował dziennikarz. Były to kwoty przekraczające 40 000 zł. Wobec Nisztora prezes GIIF wysuwa podejrzenie prania brudnych pieniędzy. Piotr Nisztor zaczyna mieć poważny problem. Jednak sprawa szybko została wyciszona i zamieciona pod dywan. POLSCY POLITYCY NA ROSYJSKIM WIDELCU Marek Falenta jest zaprzyjaźniony z wieloma osobami współpracujących z rosyjskim wywiadem Niektórzy z nich z byłym wiceministrem Obrony Narodowej w rządzie PiS, Jackiem Kotasem (zaufaną, bliską osobą Antoniego Macierewicza). Tutaj warto nadmienić, iż Restauracja „Sowa i Przyjaciele” należała w części do Grupy Radius, która współpracowała z rosyjskimi rezydentami i rosyjskim wywiadem wojskowym. To była kolejna restauracja w systemie rosyjskiej operacji kontrwywiadowczej pod kryptonimem „UCHO MOSKWY”, gdzie najważniejsze informacje trafiały do najważniejszych urzędników Kremla. Pomimo niepokojących informacji z Ambasady USA o inwigilacji polskich polityków, ówczesny zastępca ABW, płk. Jacek Gawryszewski lekceważy te informacje, jakże ważne dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego. Z Piotrem Nisztorem dosyć często kontaktują się oficerowie prowadzący z Centralnego Biura Antykorupcyjnego z Katowic, z którymi współpracuje od 2008 roku. Robią to od czasu publikacji w Rzeczypospolitej artykułu ze „zmanipulowanym” nagraniem obciążającym prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Właśnie za ten paszkwil Piotr Nisztor jest nominowany do nagrody „MediaTory”. Pewnie do tej pory Nisztor nie zdaje sobie sprawy, że spotkał się nie z biznesmenem Jakubem Olszańskim, który wręczył mu zmontowane nagranie, a z człowiekiem ze służb – Krzysztofem R., który współpracował z Mariuszem Kamińskim. Cała sprawa miała pogrążyć prezydenta Sopotu i w pełni była kontrolowana przez gdańskie CBA. Omawiane spotkanie miało miejsce w restauracji w Krzywym Domku na sopockim Monciaku. Po latach Karnowski zostaje uniewinniony, a Piotr Nisztor za ten incydent nigdy nie ponosi żadnych konsekwencji. KSIĄŻKA O JANIE KULCZYKU Pod koniec 2011 roku, na umówione spotkanie na Foksal zamiast Dawida Sęka, przychodzą ochraniarze Jana Kulczyka. Nisztor jest blady jak ściana. Nie spodziewał się takiej wizyty. Zapytany – „wpierdol – czy nie wpierdol? ”, wybiera to drugie. Po krótkiej rozmowie podpisuje weksel in blanco na kwotę 1 500 000 zł oraz dokumenty, które mówią o tym, iż wyda książkę o Janie Kulczyku za odpowiednim wynagrodzeniem, której recenzentem będzie sam Jan Kulczyk. Oczywiście Nisztor się zgadza i w 2015 roku wydaje książkę, która stawia najbogatszego Polaka w pozytywnym świetle. W 2011 r., zaraz po incydencie z ludźmi Jana Kulczyka, wystraszony Piotr Nisztor postanowił zorganizować sobie ochronę. Przestraszony „dziennikarz” kontaktuje się z warszawską delegaturą CBA, która do współpracy skierowała funkcjonariuszy z Katowic i Trójmiasta. Paweł Wojtunik, otrzymuje sygnał o wielu nagraniach, które posiada Piotr Nisztor, na których pojawiają się politycy i biznesmeni. Sprawę bezpośrednio nadzorują wspólnie z wiceszefem CBA Maciejem Klepaczem, za zgodą ówczesnego ministra nadzorującego służby – Jacka Cichockiego. Paweł Wojtunik, będzie dbał o kontakty z Piotrem Nisztorem, zwłaszcza, że sam będzie obawiać się utraty swojego stanowiska, wiedząc, że minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz otrzyma dokumenty w sprawie współpracy Wojtyniuka ze światem przestępczym Trójmiasta. Premier Donald Tusk osobiście będzie interweniować w tej sprawie, po otrzymaniu oficjalnego pisma od byłego policjanta CBŚP, Jarosława Pieczonki ps. „Miami”. Piotr Nisztor przekazuje wiele prywatnych nagrań i maile z donosami na swoich kolegów dziennikarzy. Jest ich wiele. Wśród nich są Jan Piński, Jarosław Sroka, Tomasz Sakiewicz, Michał Lisiecki, Piotr Kubiak. Najcięższe kieruje pod adresem Jana Pińskiego, który rzekomo jak twierdzi Nisztor ma współpracować z przestępcami. Na urodziny Piotra Nisztora w 2013 roku przybyło wielu znamienitych gości ze świata polityki, biznesu, służb, dziennikarstwa. Przybyli także gangsterzy. Nisztor potrafił się chwalić znajomościami, ba – często nawet po pierwszym spotkaniu przechodził na „Ty”. Pokazywał, że jest wszechmogący. Starał się przy tym wzorować na Jana Burego. Na przyjęciu urodzinowym dziennikarza, można było zobaczyć byłego dowódcę JW. GROM gen. Romana Polko, gen. Pawła Pruszyńskiego (byłego wiceszefa ABW), Piotra P. (były oficer kontrwywiadu WSI) wraz z Mariuszem Gazdą prezesa SKOK Wołomin, którzy na imprezę przynieśli pokaźny prezent. Wraz z prezesem Gazdą pojawili się także politycy związani bardzo blisko z Jarosławem Kaczyńskim; prezes Kazimierz Kujda, (były prezes NFOŚiGW, Srebrna). Do zacnego grona imprezy dołączyli: płk Maćkowiak, płk Śledzik, Andrzej Wilamowski, Ernest Bejda (CBA), Marek Falenta, gen. Raczyński, mec. Darek Kapitan, Maciej Pszczółka, płk. Grzegorza Luksa (SG) z gromadką GROM-owców, Dariusz Wójcik (właściciel warszawskich klubów ze striptizem dla mężczyzn HUSTLER i VEGASCLUB), Dariusz Woźniak. Jest także Mirosław G., funkcjonariusz ABW prowadzący Piotra Nisztora. Ważną osobą, która pojawi się na przyjęciu jest Krzysztof Baszniak – były wiceminister pracy w rządzie Leszka Milera, który przybędzie w towarzystwie menadżerów Łukoilu, a także przyjaciel i informator Nisztora, Wojciech Janas – były oficer WSI i WSW, szkolony przez KGB. Nikt z zaproszonych gości nie spodziewa się, że wszystkie imprezy jubilata Piotra Nisztora, są przez niego samego nagrywane. Pod koniec 2013 roku, Marek Falenta wraz z Piotrem Nisztorem pojawiają się na przyjęciu opłatkowym Prawa i Sprawiedliwości. Spotkanie to organizuje Stanisław Kostrzewski, ówczesny skarbnik PiSu. Spotkanie jest wcześniej uzgodnione z Mariuszem Kamińskim, który po powołaniu specjalnej grupy ds. podsłuchów przez Jarosława Kaczyńskiego, w lipcu 2013 roku, koordynuje bezpośrednio działania Piotra Nisztora. ŁOMOT 5 stycznia w niedzielę 2014 roku, Piotr Nisztor wraz z „przyjaciółmi” bawią się do późna w jednym z ekskluzywnych klubów nocnych w Warszawie. Rachunek za balangę wynosi ponad 6 000 zł. Dziennikarz płaci gotówką, imponując Roksanie, która dotrzymuje mu towarzystwa do samego końca. Kiedy wychodzi z klubu, zostaje zatrzymany przez funkcjonariuszy, którzy później okażą się przebranymi gangsterami. Wrzucają przestraszonego Piotra Nisztora do Forda Transita i wywożą poza obrzeża miasta. Z samochodu „dziennikarza”, który był zaparkowany vis a vis klubu, wyciągają laptopa, kilkanaście pendrive’ów i 6 twardych dysków. W schowku, po prawej stronie samochodu jest teczka, a w niej prawie 70 000 zł. Piotr Nisztor ma w głowie czarne scenariusze. Panowie przetrzymują go ponad 4 godziny. Jest poniżany i dostaje sromotne baty. Piotr Nisztor błaga o litość i zrozumienie. Gangsterzy dzwonią do Piotra P. byłego członka rady nadzorczej SKOK Wołomin – zleceniodawcy akcji, z którym Piotr Nisztor rozmawia, klęcząc: – „Mam nadzieje Misiu, że czujesz się dojechany? ” – „Tak! ” – odpowiada Nisztor. – „Ty nie jesteś dziennikarzem tylko konfidentem” – słyszy w słuchawce. Cała zawartość zatrzymanych rzeczy została zarekwirowana przez uzbrojonych mężczyzn. Piotr Nisztor przez paręnaście dni nie pokazuje się na mieście. Nie odbiera telefonów. Pisze pisma do ABW i CBA i prosi o ochronę. W tym samym czasie Wilamowski rozwiązuje z Nisztorem umowę o pracę, po tym jak ten zaniedbał tygodnik „7 Dni Plus Tygodnia”, w którym Nisztor bez usprawiedliwienia w ogóle nie pojawił się w pracy. Kończy również współpracę z Burym, mówiąc, że ABW zlokalizowała podsłuchy w restauracjach. Obiecuje dyskrecje. Piotr Nisztor powiadamia również Mariusza Kamińskiego, z którym spotyka się na Srebrnej. Opowiada mu że jest zastraszany i że obawia się o swoje życie. Mariusz Kamiński z Jarosławem Kaczyńskim obawiają się wycieku taśm związanych z historią Skoku Wołomin, która obciąża w znacznym stopniu najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości, ale także śp. Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę. 20 stycznia 2014 Paweł Wojtunik zapewnia Nisztorowi dyskretną ochronę. Zostaje pełnym zakonspirowanym agentem CBA o pseudonimie „Jelinek”. Nie jest już jak do tej pory Osobowym Źródłem Informacji (OZI) dla służb. Przekazuje P. Wojtunikowi na spotkaniu z przydzielonymi agentami Andrzejem Ś. i Mariuszem Ch. nagrania, na którym słychać wysokich rangą funkcjonariuszy publicznych, biznesmenów i ministrów, wśród nich są także kolejne nagrania Bartłomieja Sienkiewicza. Z tego ostatniego Wojtunik cieszy się najbardziej. Nisztor prosi o jak najszybsze spotkanie z Markiem Falentą. Ten zaprasza Nisztora do swojej rezydencji w Konstancinie, w której dziennikarz czuje się jak u siebie. Pierwszy raz pojawił się tutaj kilka miesięcy wcześniej, kiedy biznesmenowi przywiózł sprzęt do nagrywania. Wtedy też zrobił szkolenie zaproszonym przez biznesmena dwóch kelnerów: Konrada Lassotę, Łukasza N., oraz Krzysztofa Rybkę – współpracownika biznesmena, który zajmował się zabezpieczaniem podsłuchów w lokalach. Był basen, grill i wysokiej klasy alkohol. Nisztor przekazał Falencie materiały od Mirosława G., w których mowa o tym, iż prokuratura jest w posiadaniu dokumentów podrobionych przez Marka Falentę, dotyczących rzekomego zablokowania milionowych środków na jego koncie. Informuje Marka Falentę również o tym, że w siedzibie jego firmy funkcjonariusze planują przeszukanie i zabezpieczenie kolejnych dokumentów. Marek Falenta przekazuje Piotrowi Nisztorowi dla jego informatora „kanapkę”. KTO ZAPLANOWAŁ AFERĘ PODSŁUCHOWĄ Piotr Nisztor i Marek Falenta do tego czasu przekazują Kamińskiemu kilkanaście godzin kompromitujących nagrań z ekskluzywnych lokali gastronomicznych, na których słychać najważniejszych polityków, urzędników, funkcjonariuszy służb, wojskowych, biznesmenów i dziennikarzy (w tym sex taśmy z klubów HUSTLER i VEGASCLUB). W skład specjalnej grupy powołanej przez Jarosława Kaczyńskiego ds. podsłuchów wchodzili: Mariusz Kamiński, Jacek Kurski, Martin Bożek, Ernest Bejda (byli funkcjonariusze CBA) oraz Stanisław Kostrzewski. Do zespołu w późniejszym etapie dołączy ówczesny wiceszef ABW płk. Jacek Gawryszewski, który w tym samym czasie nadzoruje powołaną przez ministra Bartłomieja Sienkiewicza specjalną komórkę do wyjaśnienia sprawy podsłuchów. Jacek Gawryszewski za swoje działania będzie jedynym wysokim oficerem w tej strukturze, który nie straci swojego stanowiska. Ba – w nagrodę, w 2017 roku zostanie Ambasadorem RP w Santiago de Chile. Po zakończonym spotkaniu powołanej przez Jarosława Kaczyńskiego grupy ds. podsłuchów, na Nowogrodzkiej odbywa się tajne spotkanie Nisztora i Falenty z Jarosławem Kaczyńskim i Mariuszem Kamińskim, na którym Piotr Nisztor i Marek Falenta otrzymują gwarancje bezpieczeństwa i godziwą zapłatę po obaleniu rządu Donalda Tuska. Piotr Nisztor ma otrzymać swój autorski program w TVP1 i bezpieczeństwo finansowe – zapewnienie zatrudnienia w spółkach Skarbu Państwa dla jego rodziny, za poniesione straty. Marek Falenta ma wyjść z problemów związanych z obrotem węgla, ale również otrzymuje zapewnienie, iż będzie koordynował tranzyty węgla z Rosji do spółek Skarbu Państwa. Jarosław Kaczyński apeluje o spokój i rozwagę, aby nie popełnić na tym etapie żadnego błędu. Mariusze Kamiński skrzętnie reżyseruje cały scenariusz działania. Kamiński wie, że jest to jego jedyna szansa, aby uchronić się przed więzieniem. Dowody zebrane przez prokuraturę i postępowania sądowe, choć sprytnie opóźniane przez Kamińskiego, idą w jednym kierunku. Sprawa dotyczy afer wyreżyserowanych przez Mariusza Kamińskiego w stosunku do Andrzeja Leppera (Sex Afera, Afera Gruntowa) na polecenie Zbigniewa Ziobro i Jarosława Kaczyńskiego. Jak wiemy, dyskredytacja, a następnie osaczenie jednej z najważniejszych wtedy osób w Państwie – Andrzeja Leppera, zakończyło się jego tragiczną śmiercią (morderstwem). Rozważają medium, w którym opublikują taśmy. Na rozmowy zapraszają Michała Lisieckiego, właściciela PMPG i WPROST. Na Michała Lisieckiego mają wystarczająco dużo haków z jego przeszłości, aby był odpowiedni do tego działania. Kaczyński nie obawia się tych haków pokazać. REALIZACJA UMOWY Z KACZYŃSKIM Zaraz po objęciu władzy przez PiS, prezes Jarosław Kaczyński dotrzymuje słowa. Młodziutka Aleksandra Dołhan, 24-letnia narzeczona (teraźniejsza żona Piotra Nisztora) otrzymuje lukratywne posady jednocześnie w kilku spółkach Skarbu Państwa. Otrzymuje jednocześnie trzy posady w spółkach kontrolowanych przez państwo: dwie posady w Polskiej Grupie Zbrojeniowej PGZ (sic! ), mając dostęp do informacji niejawnych bez żadnego przeszkolenia, ale także miejsce w Radzie Nadzorczej PZU Centrum Operacji S. A. Dołhan otrzymuje wysokie wynagrodzenia oraz wysokie nagrody pieniężne za rzekome wybijające się kompetencje. 24-letnia narzeczona Piotra Nisztora (bez wymaganych kompetencji) miesięcznie potrafiła zarobić więcej niż słynna asystentka prezesa NBP Adama Glapińskiego! Książki Piotra Nisztora sprzedają się jak świeże bułeczki, bo w znacznych ilościach są zakupywane właśnie przez spółki Skarbu Państwa. Często jest również zapraszany jako wykładowca oraz panelista, gdzie za swoje wystąpienia dostaje oczywiste dla wszystkich wynagrodzenia. Także ojciec Piotra Nisztora – Zdzisław Nisztor otrzymuje pracę jednocześnie w PZU Armatura Kraków i w Energa – ZEP Centrum Wykonawstwa. Janusz Piechociński na prośbę Piotra Nisztora, zażądał bezkarności dla osób, które organizowały nagrania. Jan Bury nigdy nie zorientował się, że dziennikarz pracował na kilka frontów. PIOTR NISZTOR Ponad 6 000 godzin rozmów i ponad 1600 spotkań najważniejszych ludzi w państwie, polityków, biznesmenów, funkcjonariuszy publicznych, ludzi służb i dziennikarzy. Warszawski Sąd Okręgowy który skazuje Marka Falentę na dwa i pół roku więzienia otrzymał jedynie 700 godzin nagrań rozmów z około 90 spotkań. Co stało się z wyciekiem takiej ilości nagrań? I gdzie znajdują się sex taśmy z warszawskich burdeli nazywanych elegancko klubami nocnymi HUSTLER i VEGASCLUB? CDN. Bogdan Węgrzynek.
I an literally sobbing Right now, when her father said, I am blessed with two daughters.
- santarosasac.blogia.com/2020/ 022104-hindi-free-full-the-assistant.php https://santarosasac.blogia.com/2020/022104-hindi-free-full-the-assistant.php
- https://seesaawiki.jp/pikikebu/d/InooEWm4m5bDhF https://seesaawiki.jp/pikikebu/d/InooEWm4m5bDhF
- https://seesaawiki.jp/jimujiga/d/Hd-720p%20The%20Assistant%20Free%20Watch https://seesaawiki.jp/jimujiga/d/Hd-720p%20The%20Assistant%20Free%20Watch
- https://katiusha.blogia.com/2020/022202-hd-720p-watch-full-length-asystentka.php https://katiusha.blogia.com/2020/022202-hd-720p-watch-full-length-asystentka.php
- https://tributoamichaeljackson.blogia.com/2020/022203--10077-release-date-10078-free-watch-the-assistant.php https://tributoamichaeljackson.blogia.com/2020/022203--10077-release-date-10078-free-watch-the-assistant.php
- https://zohairmaradona.blogia.com/2020/022203--720-5045-watch-full-length-the-assistant.php https://zohairmaradona.blogia.com/2020/022203--720-5045-watch-full-length-the-assistant.php
- https://form.run/@hdtv-watch-movie-the-assistant https://form.run/@hdtv-watch-movie-the-assistant
- https://form.run/@torrents-free-online-the-assistant https://form.run/@torrents-free-online-the-assistant
- https://www.goodreads.com/group/show/1074392-movie-the-assistant-drama-genres-english-subtitle-1280p https://www.goodreads.com/group/show/1074392-movie-the-assistant-drama-genres-english-subtitle-1280p
- https://bedaccsesorios.blogia.com/2020/022201-hindi-free-stream-the-assistant.php https://bedaccsesorios.blogia.com/2020/022201-hindi-free-stream-the-assistant.php